II wojna światowa

Bombardowanie Zduńskiej Woli 3 września 1939

Tragiczna niedziela,
bombardowanie Zduńskiej Woli 3 września 1939 r.
Tekst: Daniel Buszyński

 

Bombardowanie Zduńskiej Woli w niedzielę 3 września 1939 r. należy do jednych z najbardziej tragicznych epizodów w historii miasta. Wiele aspektów tego wydarzenia wciąż wymaga dokładnego zbadania i wyjaśnienia. Jednym z nich jest kwestia ilości oraz personaliów ofiar, a także przebieg nalotu. Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola już od pewnego czasu prowadzi badania nad tymi zagadnieniami, a poniższy tekst zawiera część poczynionych ustaleń. Artykuł nie stanowi oczywiście wyczerpującego opisu całości wydarzeń, ale jest próbą ich przybliżenia. W tekście znajdują się informacje i materiały, które z dużym prawdopodobieństwem nie były wcześniej znane szerszemu gronu osób. Przynajmniej w literaturze dotyczącej Zduńskiej Woli próżno ich szukać. Mam tutaj na myśli np. fotografię miasta wykonaną w trakcie bombardowania z kabiny niemieckiego samolotu, czy wspomnienia pilota Luftwaffe, opisującego atak na rejon stacji kolejowej. Ze względu na objętość tekstu oraz ilość ilustracji, artykuł został podzielony na części. Opisując wydarzenia podzieliśmy miasto na sektory, którym poświęcone są kolejne akapity. Dzisiaj przyjrzymy się m.in. atakowi na rejon ul. Kościelnej oraz ulic sąsiadujących, m.in. Złotej, Browarnej, Paprockiej oraz Belwederskiej. Kolejnym punktem będą ataki na linie kolejowe w pobliżu miasta. Pojawią się także odniesienia do kwestii ofiar bombardowania, w tym grobu NN księdza na cmentarzu przy ul. Łaskiej. Zagadnienie to zostanie poruszone szerzej w części drugiej. Część trzecia będzie próbą odtworzenia listy ofiar w oparciu o materiały archiwalne.

 

Zduńska Wola - znaczenie miasta i sytuacja przed 3 września.

Przed wybuchem II wojny światowej Zduńska Wola stanowiła ważną arterię komunikacyjną. Miasto położone było na dwóch przecinających się liniach kolejowych, jednej wiodącej z Pomorza na Śląsk, drugiej z centrum kraju w kierunku Wielkopolski. Dodatkowo przez miasto wiodła bardzo dobrej jakości droga bita, prowadząca od Łodzi, przez Pabianice, Łask do Sieradza'. Na południe i południowy zachód od miasta położona jest rzeka Warta. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, zaczęto w tym rejonie przygotowywać umocnienia. W wypadku załamania polskiej obrony na zachód od Warty, plan obronny zakładał wycofanie oddziałów polskich i obronę na linii rzeki. Tak więc ze strategicznego punktu widzenia położenie miasta było istotne, dawało możliwość wyładunku części jednostek w bezpośredniej bliskości frontu. Fakt ten nie uszedł również uwadze Niemców. W przededniu forsowania przez nich Warty i walk w tym rejonie, jednym z głównych celów Luftwaffe było wsparcie z powietrza własnych oddziałów oraz atakowanie sieci komunikacyjnych na polskim zapleczu, dróg oraz kolei. To sprawiło że Zduńska Wola, jak również kilka innych miejscowości regionu znalazło się na celowniku niemieckiego lotnictwa.

 


Fragment mapy stanu dróg bitych w Polsce na lata 1939-1940. Czarna nitka to wspomniana w tekście
droga bita najlepszej jakości. (zbiory: Polona)

 

Pierwsze dwa dni września 1939 r. upłynęły w Zduńskiej Woli spokojnie. Mieszkańcy nie doświadczyli jeszcze okrucieństw konfliktu. W mieście pojawiły się jednak pierwsze zwiastuny wojny zbliżającej się nieubłaganie do granic miasta. Przez miejscowość przemieszczały się oddziały Wojska Polskiego, a na linii kolejowej w pobliżu dworca PKP rozładowywano transporty wojskowe. Do miasta docierali również pierwsi uchodźcy z zachodnich obszarów kraju. Były wśród nich również osoby z Wielunia, które przyniosły ponure wieści o tragicznym nalocie na ich miasto. Wszystko to z pewnością mogło wywoływać niepokój mieszkańców Zduńskiej Woli. W obawie przed zbliżającym się frontem również samą Zduńską Wolę zaczęła opuszczać część mieszkańców. Prawdopodobnie już 1 września 1939 r. Luftwaffe zaatakowała cele w pobliżu Zduńskiej Woli. Taką informację zawiera komunikat informacyjny nr 2 Dowództwa Lotnictwa Armii Łódź". We wspomnieniach mieszkańców nie zapisały się naloty na miasto w tym dniu więc raczej chodzi tutaj o ataki w pobliżu miasta na pomniejsze cele, być może kolejowe jak wskazano w raporcie:

"Lotnictwo bombowe działa głównie przeciwko liniom kolejowym, lotniskom stałym i składom. Bombardowane były następujące miejscowości Nitrat, Radomsko, Wieluń, Grabówek, Działoszyn, Popów, Kutno, Zduńska Wola [...] Skuteczność bombardowań była na ogół niewielka. Nasilenie działań lotnictwa bardzo duże."

Zduńska Wola posiadała znikomą obronę przeciwlotniczą. Z relacji lotnika Luftwaffe możemy na przykład dowiedzieć się, że w rejonie stacji PKP samoloty dostały się pod ostrzał polskiej obrony przeciwlotniczej, głównie karabinów maszynowych. O "pelotkach" wspomina też np. jeden ze świadków, pan Wiesław Michalski. Warto zaznaczyć że osłony miastu nie mogły zapewnić polskie samoloty myśliwskie. Dlaczego tak się stało? Działający przy Armii "Łódź" III/6 Dywizjon Myśliwski dysponował zbyt szczupłymi siłami. Piloci III/6 Dyonu walczyli ofiarnie, lecz od początku działali w warunkach przewagi powietrznej przeciwnika, wiązani przez znaczne siły a ich lotnisko polowe w Ksawerowie zostało szybko wykryte przez Niemców i było nękane przez Luftwaffe. Piloci myśliwscy Armii Łódź" nie mogli zapewnić efektywnej osłony, zarówno oddziałom lądowym WP jak i cywilom atakowanym przez niemieckie lotnictwo. Miasto było więc niemal bezbronne.

 

Początek nalotu. Rejon ul. Kościelnej.

Był spokojny niedzielny poranek 3 września 1939 r. gdy nad Zduńską Wolą usłyszano dźwięk silników nadlatujących samolotów. Był to początek całodniowej serii ataków Luftwaffe na miasto. Od tej pory bombowce miały pojawiać się nad Zduńską Wolą w kilku powtarzających się falach aż do godzin wieczornych. Można przyjąć że nalot rozpoczął się między godziną 9 a 10, w czasie gdy w kościele WNMP ksiądz Bernard Sroka odprawiał mszę świętą. Jan Pogonowicz oraz Franciszek Walczak określają godzinę rozpoczęcia ataku na 9.25. Tak te chwile relacjonuje ks. Józef Balcerczyk, prefekt parafii oraz kapelan szpitala polowego PCK w Zduńskiej Woli:

"O godz. 9 odprawiał Mszę Św. Ksiądz Bernard Sroka. Nadleciał bombowiec niemiecki: wierni, słysząc go wybiegli z kościoła- lotnik w tym czasie zrzucił wiązkę bomb:- zawalił się strop nad prezbiterium- został ranny ksiądz Sroka i ministrant Nowicki Henryk:- na zewnątrz kościoła kolo magistratu zginął młodzieniec Owczarek, a na ulicy przed kościołem zostało kilku zabitych i kilka osób rannych-razem około 20."

Wydaje się że epicentrum nalotu była najbliższa okolica kościoła, gdzie faktycznie mogło zginąć i zostać ranionych najwięcej osób. Część wiernych widząc walący się strop kościoła w panice wybiegła ze świątyni na zewnątrz. Dookoła rozlegał się warkot silników i huk eksplodujących bomb. Można sobie tylko wyobrażać jaki wywoływało to chaos na ziemi. Niemieckie samoloty nie tylko zrzucały same bomby, ale także ostrzeliwały cywilów na ziemi z broni pokładowej swoich samolotów. Dokładna liczba ofiar śmiertelnych jest trudna do oszacowania, ale z pewnością była duża. Ksiądz Balcerczyk wspomina o około 20 osobach zabitych oraz rannych. Podobna liczba pojawia się w relacji pana Wiesława Michalskiego sporządzonej 1 grudnia 2008 r. (urodzony 9 lutego 1926 r., 3 września mieszkał w Alejach Kościuszki 10/4):

"Ofiar było dużo przed samym kościołem bomba zabiła 19 osób."

Obie relacje mówią tylko o stratach w pobliżu kościoła. Pogonowicz i Walczak w swoim zestawieniu wymieniają aż 50 ofiar śmiertelnych w obszarze samej Kościelnej, pojedyncze na Paprockiej i Złotej. Zaatakowany 3 września obszar w tej części miasta był jednak większy, bomby spadły także, m.in. w okolicach dzisiejszej Złotnickiego (Belwederska), Browarnej, Złotej, Paprockiej oraz obecnej Zduńskiej". Trudno powiedzieć na ile liczba 50 osób jest wiarygodna. Można sobie wyobrazić że te domniemane 50 ofiar, nie było skupione w jednym miejscu, lecz rozsiane po okolicy, a teren atakowano nie tylko rano, ale też i w kolejnych godzinach. Świadkowie na których relacjach bazowali Pogonowicz i Walczak wymienili 22 osoby nieznane. Większość z nich jak sugerują w tekście przypuszczalnie była uchodźcami z terenów zachodnich. 28 osób wskazują jednak z nazwiska, a groby przynajmniej części z nich można odnaleźć rozsiane w różnych miejscach cmentarza przy ul. Łaskiej.

 


Grób malutkiej Zosi Kozłowskiej. Zginęła
na ul. Kościelnej 40. Napis na steli brzmi:
"zginęła w 4 roku życia podczas
bombardowania Zd-Woli 3.9.1939"
 

Na Kościelnej zginęła także
siedemnastoletnia
Sabina Maria Kurowska.

Cmentarz przy ul. Laskiej w Zduńskiej Woli. Wchodząc od strony ul. Cichej w pierwszą alejkę w lewo naszym oczom ukazuje się kilkanaście
grobów ofiar bombardowania. Są to najbardziej znane kwatery ofiar nalotu. Na cmentarzu można znaleźć ich jednak więcej, często są ukryte
wewnątrz sektorów. Spoczywają tutaj następujące ofiary bombardowania (m.in. z rejonu Kościelnej i dworca): Aniela Gzik, Rygulska
Stanisława, bracia Tadeusz i Jan Owczarek, Franciszek Marszałek, Helena Kulisiewicz, Władysław Biron, Zofia Stachowiak,
Marcin Stachowiak, Ignacy Wasilewski oraz Antoni Rach.

 

Warto wspomnieć też o niektórych osobach które zginęły w omawianej okolicy. Gdy nalot był w pełni pomocy rannym starały się udzielać służby medyczne. To właśnie wtedy, na ul. Kościelnej życie straciła siostra PCK, sanitariuszka Helena Kulisiewicz. Pomiędzy kościołem a budynkami obecnego Urzędu Miasta zginęli dwaj bracia Owczarkowie, Jan (21) i Tadeusz (18). Za serce chwyta również informacja o śmierci malutkiej Zosi Kozłowskiej, która miała tylko trzy lata. Zginęła w miejscu zamieszkania na Kościelnej 40. Ciekawą informacją jest podana przez Pogonowicza i Walczaka wzmianka o tym, że świadkowie zapamiętali śmierć młodego księdza na cmentarzu przykościelnym. Do informacji tej oraz wątpliwości z nią związanych odniosę się w osobnym akapicie, w drugiej części artykułu.

Wszystko zdaje się wskazywać na to, że rejon ul. Kościelnej był jednym z głównych ognisk nalotu. Wydaje się raczej że zbombardowano całą nitkę ulicy przechodzącej dalej w Złotą i w stronę Zapolic, dodatkowo ulice sąsiadujące. Być może chciano wywołać panikę wśród mieszkańców i sparaliżować ruch na drogach w mieście i wychodzących z niego. Podobny scenariusz następował w innych rejonach miasta, atakowano w szczególności okolice głównych dróg. Co znamienne we wspomnieniach z 3 września nie pojawiają się informacje o większej ilości ofiar wojskowych.

Wokół bombardowania okolic kościoła istnieją też niepotwierdzone informacje o charakterze domysłów. Jako pracownik muzeum oprowadzając po mieście, czy po prostu rozmawiając o nalocie spotykałem się niekiedy z informacją o tym, że kościół stał się celem nalotu ponieważ jego wieża jest dobrym punktem obserwacyjnym i mogła być wykorzystywana do celów wojskowych. Faktycznie pole widzenia z wieży jest bardzo duże. Bomby co prawda uszkodziły kościół (dokładnie strop nad prezbiterium), lecz czy rzeczywiście świątynię zaatakowano z tego właśnie powodu? Niemcy przecież dysponowali znacznymi siłami i mogli zrównać kościół całkowicie z ziemią aby wyeliminować wieżę. Tak się jednak nie stało i w ciągu dnia nie ponawiali nalotów na świątynię tak aby zniszczyć ją całkowicie. Wydaje się więc raczej głównym celem nie było zniszczenie kościoła lecz wywołanie w mieście paniki i atak na pobliskie drogi, w tym jedną z najważniejszych w mieście, czyli Kościelną.

 

Linie kolejowe w pobliżu Zduńskiej Woli.

Kolejnym ważnym dla Niemców celem były linie kolejowe w pobliżu miasta. W pierwszych dniach września 1939 r. do Zduńskiej Woli napływały liczne pociągi z uchodźcami. Na linii prowadzącej z Łodzi do Sieradza kursowały także transporty wojskowe, które miały pierwszeństwo w ruchu. Nagromadzenie dużej ilości składów spowodowało powstanie zatoru pociągów w pobliżu miasta (pociągi stały m.in. w pobliżu Czech), a część pociągów stała na linii oczekując na możliwość wjazdu na stację lub przejazdu dalej. Jeden z takich pociągów widział Stanisław Matusiak, który prawdopodobnie 2 września wraz z rodziną opuścił Zduńską Wolę:

"My wszyscy uciekaliśmy razem z ojcem, tzn. mama, ja Stanisław, moja siostra Zofia i brat starszy Mieczysław. Wieczorem, kiedy było ciemno przeszliśmy pod wagonami pociągu towarowego w Stęszycach. Ten pociąg stal pod semaforem bo nie miał wjazdu do Zduńskiej Woli."

 


Unikatowa fotografia bombardowanej Zduńskiej Woli. Została wykonana z pokładu niemieckiego samolotu prawdopodobnie
w godzinach popołudniowych 3 września 1939 r. na co wskazują układające się cienie od słońca chylącego się ku zachodowi.
Bardzo wyraźnie widać tutaj eksplozje bomb w pobliżu skrzyżowania torów na tzw. "Świńskiej Nodze" oraz eksplozje
na wysokości stacji przeładunkowej PKP. Nie widać natomiast eksplozji przy samym budynku dworca. U góry widać
Rynek oraz po lewej dym pożaru płonącej fabryki Rosen-Wiślicki i Gecow. Zdjęcie znane w literaturze co najmniej
od początku lat 90-tych podpisywane jako Skierniewice. Próżno go szukać w literaturze dot. Zduńskiej Woli.
 Rozpoznane przez pracowników Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola.

 


Zbliżenie zdjęcia wykonanego nad Zduńska Wolą w godzinach popołudniowych 3 września 1939 r.
Widać bardzo wyraźnie eksplozje w pobliżu dworca PKP oraz skrzyżowania torów na tzw. "Świńskiej Nodze"

 

 

Składy stłoczone w pobliżu miasta i dworca były idealnym celem dla samolotów. Ataki na linie kolejowe w rejonie Zduńskiej Woli prawdopodobnie przeprowadzano przed jak i popołudniu. Sam budynek dworca PKP w Zduńskiej Woli ucierpiał tylko w nieznacznym stopniu. Bombowce skupiły się na niszczeniu pociągów które znajdowały się w pobliżu obecnego dworca towarowego. Zachowane fotografie pokazują duże zniszczenia. Niemcy dodatkowo zaatakowali ważny strategicznie rejon skrzyżowania torów kolejowych na tzw. Świńskiej Nodze". Moment ten jest nawet utrwalony na fotografii wykonanej z powietrza z kabiny niemieckiego samolotu w godzinach popołudniowych. Widać na niej wyraźnie eksplodujące bomby. Mieszkający w Alejach Kościuszki Wiesław Michalski wspomina o ataku na rejon wiaduktu kolejowego. Michalski mówi m.in. o "pelotkach", czyli polskiej obronie przeciwlotniczej (pytanie czy chodzi tutaj o wiadukt na Świńskiej Nodze" czy wiadukt w rejonie Czech, autor tego nie precyzuje):

"Godzina 10.30 alarm- wpędzają do bramy- nadleciały samoloty- strzały od wiaduktu. kolejowego, tam były "pelotki". Od jednego bombowca coś się oderwało- myślałem, że dostał, ale to coś leciało i dotarł do nas przejmujący świst- to były bomby. Potężny huk, szkło lecące z okien mimo naklejonych pasków papieru. Dobiegłem do domu, był cały, mieszkańcy w piwnicach. Bombardowanie trwało z przerwami do zmroku."

Jak atak mógł wyglądać z perspektywy lotnika Luftwaffe. Poniżej zostanie przytoczona relacja Olt. Wolfganaga Falcka, pilota II/ZG.76. Relacja została opublikowana w propagandowym wydawnictwie "Schlag auf Schlag - Die deutsche Luftwaffe in Polen" wydanym krótko po zakończeniu walk w Polsce. Jednostka Falcka wyposażona była w ciężkie dwusilnikowe myśliwce. Messerschmitt Bf-110. Choć głównym zadaniem Messerschmittów była osłona bombowców, wobec niezauważenia polskich myśliwców piloci ZG.76 przystąpili do atakowania celów naziemnych. 3 września 1939 r. II staffel Falcka miała rozkaz osłony bombowców Junkers Ju-87 z KG.77 działających w kierunku Sieradza. Ze względu na poranną mgłę lot przesunięto.

 


Okładka książki "Schlag auf Schlag-Die
deutsche Luftwaffe in Polen" w której znalazły
się wspomnienia nga Falcka

Myśliwiec Messerschmitt Bf-110. Na podobnej maszynie
lecial Olt Wolfgang Falck z II/ZG.76
 

 

Falck w swojej relacji opisuje atak na rejon stacji PKP. Na początku trzeba mieć świadomość że jest to opis z książki propagandowej. Kiedy się go czyta widać że jest nieco ubarwiony. Na wstępie w czytelniku może pojawić się zaskoczenie i powątpiewanie w wiarygodność przekazu. Falck datuje bowiem swój opis nie na 3 września, lecz na godziny poranne 5 września. Do wątpliwości odniosę się jednak za chwilę, najpierw pozwolę czytelnikowi zapoznać się z relacją:

"Pokładowy zegar wskazuje dokładnie godzinę 5.43. Sześć słupów dymu znaczy przebytą przez nas drogę. Przeszukujemy niebo i ziemię - pusto. Tutaj powietrze jest już czyste, ale my nie zaspokoiliśmy jeszcze naszej żądzy działania. Rzut oka na wskaźnik poziomu paliwa uświadomił mi, że musimy myśleć o drodze powrotnej, jednakże nie powinno nam to przeszkodzić w wykonaniu po drodze jeszcze jakiejś malej robótki". Nie potrzebowaliśmy zresztą jej długo szukać. Na dworcu Zduńska Wola panuje ożywiony ruch, przetaczają się lokomotywy, pociągi towarowe, transporty wojskowe, nasze serca lotników jednostek niszczycielskich raduje jednak najbardziej widok pociągu pancernego. Widząc ten obraz kieruję całą eskadrę w dół otwierając ogień ze wszystkich luf. W naszą stronę strzela lekka artyleria przeciwlotnicza, a także karabiny maszynowe. My jednak ćwiczyliśmy w ostatnim czasie "dziurkowanie" lokomotyw tak często, że nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Z lokomotyw zaczynają wydobywać się z sykiem strumienie pary, wygląda to tak, jak gdyby ich dusze uciekały do nieba. Pociągi stają, tu eksploduje lokomotywa, a tam plonie pociąg towarowy. Wznosimy się do góry, teraz czas na lokomotywownie i hale, które wyglądają na fabrykę wagonów. Serie dziurawią dachy, wznoszą się tumany pyłu, pojawia się dym, a potem płomień - pod nami roztacza się obraz zniszczenia i chaosu. Atak zakończony."

Co z kwestią daty? Poniżej przedstawiam kilka moich rozważań na ten temat. Moim zdaniem w relacji tej zawarte są informacje o kilku odrębnych zdarzeniach:

  1. Opis samego ataku na rejon dworca PKP zdecydowanie najbardziej pasuje do wydarzeń z 3 września 1939 r. W pamięci zduńskowolan nie zapisał się kolejny, tak niszczycielski w skutkach nalot na rejon dworca w następnych dniach. Być może w publikacji powstałej już po zakończeniu walk, lecz jeszcze w 1939 r. pilot przywołując wydarzenia z pamięci przesuwa je o dwa dni w sposób nieświadomy. Jednak czy pomyliłby nalot który odbywał się gdy dzień był już w pełni z wydarzeniami o wczesnym poranku?

  2. Fakt jest taki że jednostka Falcka brała udział w atakach powietrznych na cele kolejowe, m.in. w pobliżu Zduńskiej Woli nie tylko 3, ale również 4 czy nawet 5 września. Zduńska Wola była wtedy przecież jeszcze w rękach polskich i prowadzenie kolejnych ataków nękających, tym razem tylko już na cele kolejowe jest możliwe (niemieckie oddziały naziemne wkroczyły do Zduńskiej Woli dopiero o poranku 6 września).

  3. Zwraca również wzmianka o pociągu pancernym. 5 września na trasie Łask-Zduńska Wola operował pociąg pancerny "Piłsudczyk", który był także atakowany przez niemieckie samoloty, 3 września nie było go jednak w Zduńskiej Woli, znajdował się w Łasku.

  4. Ostrzelanie przez Messerschmitty Bf-110 okolic parowozowni w Karsznicach.

Prawdopodobna wydaje się możliwość, że opis dotyczący 5 września zawiera też szczegóły dotyczące jednego z dni poprzednich. Tak więc do relacji należy podejść z rezerwą, postawić przy niej duży znak zapytania, mając na uwadze przedstawione wcześniej wątpliwości, ale moim zdaniem w przypadku opisu ataku na stację kolejową w Zduńskiej Woli mamy tutaj do czynienia z opisem wydarzeń 3 września, przesuniętym w relacji lotnika o dwa dni do przodu.

Co ciekawe Falck wspomina pod koniec o zaatakowaniu lokomotywowni oraz hal, które wyglądały na "fabrykę wagonów". Być może mowa tutaj o parowozowni w Karsznicach, której budynek jest sporych rozmiarów i z powietrza mógł przypominać coś w rodzaju fabryki, a przez to przykuł uwagę niemieckiego lotnika. Możliwe że również Karsznice zostały zaatakowane. Parowozownia miała duże znaczenie dla kolei, jednak jej zniszczenie w skutek nalotu mogło nie być na rękę Niemców. Z pewnością myśleli oni o jej wykorzystaniu w przyszłości dla własnych celów i może to tłumaczyć dlaczego rejon parowozowni Karsznice nie stał się obiektem większego ataku lotniczego.

 


Obraz zniszczeń na ul. Browarnej. Widoczne znaczne zniszczenia zabudowy. W miejscu budynków na pierwszym
planie jest teraz izba pamięci Dom Urodzenia św. Maksymiliana Kolbe

 

Powróćmy jednak do rejony dworca w Zduńskiej Woli. Bomby spadły także na sąsiednie ulice. Ofiary śmiertelne pojawiały się. m.in. na Torowej, Szadkowskiej, w pobliżu Żytniej oraz na Juliusza, wszędzie tam były także znaczne uszkodzenia w zabudowie. Ponownie podobnie jak w przypadku Kościelnej, ataki na ul. Szadkowską i ulice sąsiadujące miał na celu wywołanie paraliżu na jednej z głównych tras w mieście. Szadkowska wiodła w końcu z dworca do centrum Zduńskiej Woli. Widać to doskonale na załączonym zdjęciu z powietrza. Dokładna liczba osób zabitych w omawianym obszarze jest trudna do oszacowania. Pogonowicz i Walczak wymieniają 27 osób zabitych, z tego dwadzieścia nieznanych z nazwiska. Taka ilość osób nieznanych jest możliwa. W końcu w pobliżu dworca atakowane były pociągi, m. in. z uchodźcami z zachodnich terenów Polski. W ogromnym zamieszaniu jakie się wtedy wytworzyło, możliwe wydaje się nieustalenie personaliów części z tych osób. Trzeba także pamiętać że według raportu gen. Dindorf-Ankowicza władze administracyjne opuściły Zduńską Wolę już 3 września. Na tyły z zagrożonego obszaru wycofano także szpital polowy PCK. To z pewnością nie sprzyjało identyfikacji ofiar. Wiadomo że ciała wielu zabitych leżały w różnych punktach miasta, a także w jego okolicach jeszcze wiele dni po bombardowaniu. Świadectwem tego jest fragment raportu gen. Franciszka Dindorf-Ankowicza z późnego wieczoru 4 września 1939 r.:

"[...] Na tyłach w rejonie Zduńskiej Woli dużo zwłok osób cywilnych, skutkiem ucieczki policji i władz administracji miejscowej niepogrzebane. "

Jeden zbiorowy grób ofiar bombardowania rejonu stacji PKP można odnaleźć na cmentarzu przy ul. Łaskiej. Wśród tych osób jest m.in. Ignacy Wasilewski, kolejarz z Ociąża. W rejonie "Świńskiej Nogi" na oczach swoich bliskich życie straciła 51-letnia Maria Kulawiecka, również pochowana na ul. Łaskiej (Pogonowicz i Walczak informują że została ona najpierw pochowana w miejscu śmierci przez swoich bliskich, a dopiero po kilku dniach ciało kobiety przeniesiono do grobu rodzinnego na cmentarzu przy ul. Łaskiej).

 


Skład kolejowy uszkodzony pod Zduńską Wolą, być może na torach w pobliżu Czech

 

Wcześniej wspominałem jeszcze o pociągach stojących na torach również pod Zduńską Wolą, m.in. w miejscowości Czechy. Również one zostały zbombardowane przez niemieckie samoloty w godzinach przedpołudniowych. Być może i tam były ofiary śmiertelne. Wspomina o nich Józef Mocny (ur. 23 lutego 1913 r., 3 września 1939 r. mieszkał w miejscowości Czechy):

"Bylo to 3 września 1939 roku, w niedzielę. W godzinach przedpołudniowych kilka samolotów niemieckich lecących w kierunku Zduńskiej Woli, we wsi Czechy zbombardowało pociąg, którym ewakuowano urzędników z Kalisza. Podczas tego ataku zabito 5 osób. Byli to: 11-letni Janusz Piskorski, Władysław Ropelewski, Stanisław Denus (inż. leśnik), Tadeusz Brzozowski (wszyscy z Kalisza) oraz kobieta o nieustalonym nazwisku."

Według relacji świadków na których bazowali Pogonowicz oraz Walczak w pobliżu stacji PKP zginął drugi nierozpoznany ksiądz, którego grób znajduje się na cmentarzu przy ul. Łaskiej. Jest to bardzo interesujące w kontekście wcześniejszej wzmianki o innym nieznanym księdzu, który zginął przy kościele WNMP. O kwestii grobu NN księdza na cmentarzu przy ul. Łaskiej, próbie oceny wiarygodności informacji o dwóch NN księżach zawartej u Pogonowicza i Walczaka, a także wątpliwościach wokół identyfikacji grobu jako należącego do kleryka Adama Jaśkowskiego będzie można przeczytać więcej w części drugiej artykułu. Poświęcimy także nieco miejsca opisowi bombardowania kolejnych rejonów miasta, m.in. Piłsudskiego (obecnie Łaska), okolic Rynku (Plac Wolności), Piwnej, okolic fabryki Rosen Wiślicki i Gecow, Sieradzkiej, Stęszyckiej itd. W części drugiej zawarta będzie także ocena oraz podsumowanie przebiegu wydarzeń 3 września 1939 r.

Getto w Zduńskiej Woli

Getto w Zduńskiej Woli

Zduńska Wola przed wybuchem II wojny światowej była miastem wieloetnicznym i wieloreligijnym. W sierpniu 1939 roku zamieszkiwało ją 13 190 Polaków 9330 Żydów i 4480 Niemców. Od samego początku okupacji władze hitlerowskie prowadziły politykę dyskryminacji ludności żydowskiej. Najbardziej charakterystycznymi jej przejawami było wprowadzenie jeszcze przed 15 listopada 1939 nakazu obowiązkowego noszenia przez Żydów specjalnego oznakowania w postaci żółtych opasek z sześcioramienną gwiazdą Dawida. Paski te musiano zakładać na prawe ramię ponadto oznakowanie to umieszczone musiało być na piersi i na plecach.

W planach władz okupacyjnych Żydzi mieli zamieszkać w dzielnicy wydzielonej – gettcie. Nie jest do końca pewna data jego utworzenia. Wiadomo, że przygotowania do powstania takiego miejsca władze niemieckie czyniły już od początku okupacji, przesiedlając na teren przyszłej dzielnicy zamkniętej Żydów mieszkających w innych częściach miasta.

Prawdopodobnie getto powstało pod koniec 1939 roku, a ostatecznie zamknięto je jesienią 1940 roku. Jego granice przebiegały w widłach ulic Juliusza oraz obecnej Getta Żydowskiego, aż do ul. Sieradzkiej, obejmowały zachodnią i północną stronę placu Wolności ( dawnego Rynku). Od północnej strony miasta dochodziły do zbiegu ulic Opiesińskiej i Szadkowskiej, ciągnęły się wzdłuż rowu do ul. Narwiańskiej, a następnie Sieradzkiej.


Plan Getta Żydowskiego w Zduńskiej Woli.

 

Odizolowanych ludzi zatrudniano przy najcięższych pracach oraz w podmiejskich gospodarstwach rolnych. Ciężkie warunki pracy, niedożywienie, jak również niebywała ciasnota w mieszkaniach, w których wegetowało niejednokrotnie na kilkunastu metrach kwadratowych po kilka rodzin, powodowały znaczny wzrost śmiertelności. Tragiczne warunki bytowania, ciągły strach o własne życie spowodował, że coraz zjawiskiem stały się ucieczki z gett oraz spadek wydajności pracy. Aby temu zapobiec, w celu zastraszenia hitlerowcy przeprowadzili w Zduńskiej Woli dwie egzekucje, w których zamordowali 20 osób.

Likwidacja getta miała miejsce w dniach 24-26 sierpnia 1942. Ludność została wypędzona ze swoich mieszkań i zgromadzona na tzw. placu zbiorczym znajdującym się przy dzisiejszej ulicy Getta Żydowskiego. Dokonano tam wstępnej selekcji typując pierwsze ofiary, które miały być zamordowane w obozie w Chełmnie nad Nerem. Wszystkich pozostałych przepędzono na cmentarz żydowski, gdzie dokonywano jeszcze kilkukrotnie selekcjonowania, wybierając około 1169 osób, które zostały przewiezione do getta łódzkiego. Pozostali w liczbie 8594 zostali przewiezieni do obozu śmierci w Chełmnie nad Nerem gdzie poddani zostali natychmiastowej eksterminacji.

Ponieważ duża część ludności getta zdawała sobie zawczasu sprawę z nadchodzącego zagrożenia, wiele osób ukrywało się nie chcąc dobrowolnie podporządkować się rozkazom oprawców. Tych po schwytaniu rozstrzeliwano na miejscu. Łącznie w pierwszym dniu akcji na terenie getta zamordowano co najmniej 50 osób. W dwóch następnych co najmniej kilkadziesiąt dalszych. Zwłoki pomordowanych wywożono na cmentarz żydowski i tam grzebano w zbiorowej mogile. Zgromadzeni na cmentarzu pozostawali pod silną strażą przez dwa dni bez wody i pożywienia. Świadkowie tamtych wydarzeń zeznali , że Niemcy strzelali bez powodu w tłum w wyniku czego zginęło dalsze kilkadziesiąt osób.*

* tekst pochodzi z wystawy „Getto w Zduńskiej Woli w dokumentach i relacjach”. Wystawa została przygotowana z materiałów zgromadzonych i przechowywanych przez Archiwum Państwowe w Łodzi o. Sieradz i Muzeum Historii Miasta Zduńska Wola.

Tekst: Tomasz Polkowski

 


 

Getto powstało w 1940 r., zamknięte wiosną 1941 r. Ludność nie mogła opuszczać wyznaczonego rewiru, bez wyraźnej zgody władz okupacyjnych. Do getta prowadziły dwie bramy, na wschodniej i zachodniej stronie placu Wolności. Getto otoczone było drutem kolczastym. Granice przebiegały pomiędzy podwórkami. Z relacji mieszkańców miasta wiemy, iż na terenie getta zamieszkiwali również Polacy i Niemcy, którzy nie chcieli opuszczać swoich domów.

 


Widok Rynku, w trakcie okupacji Platz der Freiheit (obecnie pl. Wolności). Pierzeja północna
i fragment pierzei zachodniej. Strzałka wskazuje wejście do getta. 1942 r. Zbiory MHMZW.

 


Pocztówka, widok Rynku, widok na pierzeje zachodnią, w trakcie okupacji nazwa – Platz der Freiheit (obecnie pl. Wolności),
prawdopodobnie 1941 r. (po zburzeniu Ratusza). Strzałka wskazuje wejście do getta. Zbiory MHMZW.

 



Zbliżenie pocztówki. Widoczna ul. Stęszycka, w trakcie okupacji Altstadstraße
(obecnie Getta Żydowskiego ) i wejście do getta.

 

Ulica Getta Żydowskiego to główna ulica historycznej dzielnicy żydowskiej w Zduńskiej Woli. Była to mniej zamożna część miasta, z przewagą drewnianych domów z ogródkami. Od Rynku do dzisiejszej „obwodnicy”, zamieszkana w większości przez zduńskowolan wyznania mojżeszowego. Z tego powodu okupanci zdecydowali się utworzyć getto w widłach ulic Juliusza i Stęszyckiej.

 


Szubienica przygotowana na publiczną egzekucję na terenie getta w Zduńskiej Woli w dniach 3 marca
i 21 maj 1942 r. APŁ, Zbiór ikonograficzny Archiwum Państwowego w Łodzi, sygn. 67-68.

 

Ustawiona w marcu 1942 r. przez władze okupacyjne w celu wykonania pokazowej, publicznej egzekucji na 20. więźniach getta. Zostali oni fałszywie oskarżeni o wykroczenia przeciwko niemieckim zarządzeniom, np. opuszczeniu getta bez zezwolenia. Faktycznym celem nazistów było zastraszenie i obezwładnienie psychiczne ludzi przed rozpoczęciem akcji likwidacji.

 


Widok na ul. Juliusza, róg ul. Kruczej. Okres wojenny. Zbiory cyfrowe MHMZW AC 2/2021

 

Ulica Juliusza to główna ulica historycznej dzielnicy żydowskiej w Zduńskiej Woli. Była to mniej zamożna część miasta, z przewagą drewnianych domów z ogródkami. Od Rynku do dzisiejszej „obwodnicy” zamieszkana w większości przez zduńskowolan wyznania mojżeszowego. Z tego powodu okupanci zdecydowali utworzyć getto w widłach ulic Juliusza i Stęszyckiej.

 


Mężczyzna na tle bramy do Hilfskomitee (Żydowski Komitet Pomocy w Zduńskiej Woli. Wydział Zatrudnienia).
APŁOS, Zbiór ikonograficzny, sygn. 133

 

W tym miejscu prawdopodobnie mieściła się siedziba zarządu getta (zajmujących się organizacją życia wewnętrznego uwięzionych) i innych instytucji w tym resortu pracy, którego zadaniem było organizowanie darmowej siły roboczej dla okupantów. Wyznaczeni ludzie musieli wykonywać nieodpłatną pracę przy budowie stadionu i kopaniu torfu.

 


Rada Starszych funkcjonująca na terenie getta w Zduńskiej Woli wraz z Przełożonym Starszeństwa Żydów
dr Jakubem Lembergiem ( siedzi drugi od lewej). APŁOS, Zbiór ikonograficzny, sygn. 134.

 


Jakub Lemberg z młodzieżą syjonistyczną dawna ul. Złotnickiego obecnie Dąbrowskiego świetlica,
biblioteka syjonistyczna. Okres międzywojenny. Zbiory MHMZW.

 

W momencie utworzenia getta przewodniczący Starszeństwa Żydów w getcie – dr Jakub Lemberg utworzył farmę. Służyła ona mieszkańcom dostarczając potrzebne jarzyny i owoce, mleko i mięso, ale też była projektem długofalowym, zgodnie z którym na farmie kształcono przyszłych kibucników. Prawdopodobnie ta ukryta działalność polityczna w ramach ruchu syjonistycznego stała się przyczyną śmierci Lemberga (przed wojną działającego na rzecz utworzenia państwa w żydowskiego w Palestynie),  której do dziś nie wyjaśniono.

 



Szpital w getcie. Ok. 1942 r. Zbiory MHMZW.

 

Kwarantanna dla osób podejrzanych o nosicielstwo chorób zakaźnych, umieszczano w nim całe rodziny w celu izolacji od zdrowych. Nie była to klasyczna placówka medyczna.

 


Likwidacja getta zduńskowolskiego wywożenie ludności do obozu zagłady. IPNLd-1-1-14-2.

 

Likwidacja getta miała miejsce w dniach 24-26 sierpnia 1942. Ludność została wypędzona ze swoich mieszkań i zgromadzona na tzw. placu zbiorczym znajdującym się przy dzisiejszej ulicy Getta Żydowskiego. Dokonano tam wstępnej selekcji typując pierwsze ofiary, które miały być zamordowane w obozie w Chełmnie nad Nerem.

Wszystkich pozostałych przepędzono na cmentarz żydowski, gdzie dokonywano jeszcze kilkukrotnie selekcjonowania, wybierając około 1169 osób, które zostały przewiezione do getta łódzkiego. Pozostali w liczbie 8594 zostali przewiezieni do obozu śmierci w Chełmnie nad Nerem gdzie poddani zostali natychmiastowej eksterminacji.

 

 

Jakub Lemberg – lekarz medycyny, działacz społeczny, samorządowiec, bohaterski przywódca społeczności żydowskiej zduńskowolskiego getta. Przez dwa lata był przełożonym Rady Starszych w getcie. Nieposłuszny Podczas likwidacji getta w 1942 roku wywieziony prywatnym autem jednego z niemieckich oficerów zaginął bez śladu. „Jesteśmy pewni, i nie ulega żadnych wątpliwości, że mój ojciec został zamordowany za to, że nie chciał współpracować z Niemcami i był dumnym Żydem” – wspominała Rita Grundman, córka Lemberga.

 


Plakat promujący odczyt doktora Lemberga. Okres międzywojenny. Zbiór Biblioteka Cyfrowa Polona.



Tomasz Polkowski, Gabriela Górska, Edyta Kulda

 


 

Getto żydowskie w Zduńskiej Woli

 

Przygotowania do utworzenia getta trwały już od pierwszych dni okupacji w 1939r. Były poprzedzone licznymi represjami w stosunku do ludności żydowskiej, poczynając od ubliżania, bicia – aż do przypadków pozbawienia życia. Nie udało się do tej pory ustalić dokładnej daty utworzenia getta. Niektóre źródła podają, że prawdopodobnie miało to miejsce w maju lub czerwcu 1940 r. Oprócz Żydów zamieszkujących Zduńską Wolę przed wybuchem II wojny światowej, było też ok. 3 tysięcy, którzy w latach 1939-42 przybyli do Zduńskiej Woli m.in. z Sieradza, Pabianic, Kalisza, Poddębic, Szadku.

W wyniku tych przemieszczeń liczba Żydów zamieszkałych w latach 1941–1942 w Zduńskiej Woli to od 10 do 12 tysięcy. Było to ich największe skupisko w Kraju Warty. Granica getta przebiegała ul. Sieradzką od numeru 32 do numeru 2, zachodnią i południową stroną Placu Wolności, pomiędzy ul. Juliusza oraz ul. Dąbrowskiego, aż do zbiegu ul. Szadkowskiej z Opiesińską, a następnie słabo zabudowanym terenem miasta od ul. Opiesińskiej na zachód, wzdłuż rowu melioracyjnego, przecinała ul. Stęszycką (obecnie ul. Getta Żydowskiego), po czym skręcając na południe, dochodziła wzdłuż ul. Narwiańskiej do ul. Sieradzkiej. Do getta prowadziło pięć bram od pilnowanych wewnątrz przez żydowską policję porządkową, a od zewnątrz przez posterunki Schupo. Podobnie jak w innych gettach, władze hitlerowskie powołały w getcie zduńskowolskim Radę Starszych. Funkcję przełożonego sprawował dr Jakub Lemberg.

 

Likwidacja getta żydowskiego w Zduńskiej Woli

Likwidacja getta żydowskeigo w Zduńskiej Woli rozpoczęła się w czerwcu 1942 r. od selekcji, jaką przeprowadzono na ul. Stęszyckiej ( obecnie Getta Żydowskiego i Stawowa). W wyniku tej selekcji wywieziono do getta w Łodzi 397 osób. Dodatkowo rozstrzelanych zostało ok. 150 osób.

Gehenna ludności żydowskiej miała swój finał między 22 a 24 sierpnia 1942 roku. Hitlerowcy przywozili Żydów na teren cmentarza żydowskiego i ich tam rozstrzeliwali. 24 sierpnia Hitlerowcy zaprowadzili na kirchol żyjących jeszcze mieszkańców getta bocznymi ulicami miasta i dokonali segregacji. Większość, ok. 10 tys. osób została wysłana do Chełmna nad Nerem, gdzie zamordowano ich w ciężarówkach zmienionych w komory gazowe. Ok, 1,2 tys. trafiła natomiast do łódzkiego getta. Zginęła wówczas 1/3 mieszkańców Zduńskiej Woli - taki procent stanowiła bowiem przed II wojna światową społeczność żydowska.

Lista zamordowanych Żydów podczas likwidacji getta w Zduńskiej Woli nie została do dziś zamknięta. Ustalono jedynie 119 nazwisk zamordowanych. W czasie kolejnych dwóch dni hitlerowcy wywieźli w specjalnych samochodach blisko 9 tys. ludzi do obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem. W tym czasie wiele osób zmarło z braku dostępu świeżego powietrza. Około 1 tys. osób wywieziono transportem kolejowym do getta w Łodzi.

1 września 1939. Wspomnienie.

1 września 1939. Wspomnienie.

"[...] 1. września 1939 roku noc była dłuższa niż zwykle, przedłużyła się o cały ranek, ponieważ jeszcze o godzinie 9.00 była tak gęsta mgła, że widoczność była zaledwie na kilka metrów. Był piątek, dzień targu w mieście. Zazwyczaj w takim dniu miasto szybciej budziło się do życia, a wtedy tak niezwykle, jakby wszystko spało, bo o tej porze ulice były całkiem jeszcze puste.

Było już po godzinie dziewiątej, gdy od strony lasu na Piaskach wyleciał samolot. Leciał bardzo nisko, prosto przez wieś Zduny i dalej ulicą Złotą, a dolatując gdzieś od ulicy Prostej zawrócił na zachód i z powrotem poleciał w kierunku lasu na Piaskach. Leciał tuż nad dachami domów, a z powodu gęstej mgły niecały był widoczny. Po prostu leciała duża czarna chmura.

Znaków jego nikt nie zauważył, a może też ich nie miał. Ludzie komentowali, że to są ćwiczenia, specjalnie robione w takiej mgle. Około godziny 9.30 ulicą Złotą szli ludzie z wiosek na targ i mówili, że we wsi Zapolice wczesnym rankiem leciał samolot i strzelał. Na jednym z podwórek zabity został człowiek. Samolotu nie było jednak widać. Ludzie tłumaczyli to tym, że widocznie lotnik musiał być niedoświadczony i się pomylił, bo takie rzeczy mogą się zdarzyć. Jeszcze wtedy w wybuch wojny nikt nie wierzył. 

 


Plac wolności - Platz der Freiheit - Okres wojenny. Zbiory MHMZW

 

Przy ulicy Kościelnej, obok stawu stała grupka ludzi, przechodzący obok nich jakiś starszy człowiek powiedział, że wojna się już zaczęła. Po chwili syreny ogłosiły alarm. Mówiono, że próbny. W szkole przy ulicy Łaskiej już od kilku dni pełniła dyżury obrona przeciwlotnicza. W chwili ogłoszenia alarmu dyżurni zajęli wyznaczone stanowiska, po chwili z jednostki wojskowej, jaka kwaterowała w szkole, kapitan Wojska Polskiego powiedział, że ten alarm coś znaczy. Całą jednostkę postawiono w stan pogotowia.

Zaczęło się trochę przejaśniać, gęsta i ciemna mgła opadła na ziemię. Wtem nad północną częścią miasta dało się słyszeć lecący samolot, może nawet i nie jeden. Za chwilę przy ulicy Opiesińskiej zaterkotał karabin maszynowy umieszczony na dachu znajdującej się tam fabryki, w tej chwili odezwał się także trajkot karabinu z dachu szkoły przy ulicy Łaskiej oraz z domu fabryki przy ulicy Złotnickiego.

Dochodziła chyba godzina 10.00. i zaczęło ukazywać się słońce. Dopiero jakby teraz zaczął rodzić się dzień. Ulicą Łaską przechodzili ludzie i rozmawiali, że wprowadzono tak ostry alarm, nawet ze strzelaniem, by dokładnie sprawdzić gotowość i sprawność obrony przeciwlotniczej. Po chwili z radioodbiornika dało się słyszeć głos: Uwaga, uwaga, za chwilę podany będzie ważny komunikat. Istotnie, za chwilę Prezydent Rzeczypospolitej ogłosił, że tej nocy odwieczny wróg Niemiec zdradziecko napadł na Polskę na całej granicy i rozpoczął zaczepne działania wojenne. Jest więc wojna."

Franciszek Walczak, wspomnienia z czasu wojny, okupacji i Ruchu Oporu, w latach 1936 – 1945
autor: Muzeum Historii Miasta

Tablica pamięci w hołdzie pomordowanym w 1941 r. koło Zduńskiej Woli

Tablica pamięci w hołdzie pomordowanym w 1941 r. koło Zduńskiej Woli

W lesie niedaleko Zduńskiej Woli odsłonięto tablicę upamiętniającą Polaków rozstrzelanych przez Niemców, w publicznych egzekucjach podczas II wojny światowej. W uroczystości uczestniczyło wojsko a także kilku członków rodzin zamordowanych. Uroczystość przy leśnej mogile zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Zduńskiej Woli wspólnie z Nadleśnictwem Kolumna.

 

Uroczystość zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Zduńskiej Woli i Nadleśnictwo Kolumna/Fot. TVP3 Łódź
Uroczystość zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Zduńskiej Woli i Nadleśnictwo Kolumna. Fot. TVP3 Łódź

 

Mogiła jest w lesie obok miejscowości Piaski w pobliżu Zduńskiej Woli. To miejsce pochówku 20-u okolicznych mieszkańców zamordowanych przez hitlerowców 17 września 1941 roku w Woli Marzeńskiej i na stadionie w Sieradzu. W odwecie za podpalenia stogów zboża w zajętych przez Niemców gospodarstwach. Oprawcy chcieli ukryć miejsce pochówku rozstrzelanych osób. Na szczęście dzięki przypadkowym świadkom tych dramatycznych wydarzeń znamy nazwiska zamordowanych osób - mówił Jarosław Stulczewski, prezes Towarzystwa Przyjaciół Zduńskiej Woli.

 

Uroczystość zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Zduńskiej Woli i Nadleśnictwo Kolumna/Fot. TVP3 Łódź
Uroczystość zorganizowało Towarzystwo Przyjaciół Zduńskiej Woli i Nadleśnictwo Kolumna. Fot. TVP3 Łódź

 

Tuż przed zakończeniem wojny ekshumowano pochowanych, a złożone w trumnach ich ciała spoczywają na cmentarzu w Zduńskiej Woli. Jedynie Czesław Okoński spoczął w Sieradzu, z którego pochodził. Na uroczystości odsłonięcia miejsca pierwotnego pochówku rozstrzelanych, byli między innymi Jan i Piotr Krupnikowie - prawnuki Czesława Okońskiego. W uroczystościach w lesie koło Piasków, oprócz najbliższej rodziny zamordowanych, wzięli udział także leśnicy, wojsko i samorządowcy.

Źródło: TVP3 Łódź

Krótka historia AK w Zduńskiej Woli

Krótka historia AK w Zduńskiej Woli

6 września 1939 roku Zduńska Wola została zajęta przez wojska hitlerowskie. Rozpoczęła się okupacja. Dla wielu polskich patriotów był to początek nowej formy walki, walki w podziemiu.

 


Dom Nowakowskiego przy ul. Kościelnej 23, gdzie Józef Płociński podporządkował się ZWZ

 

Początkowo sądzono po prostu, że wojna nie potrwa zbyt długo. Liczono, że wiosną 1940 roku wojska francuskie i brytyjskie pokonają hitlerowców. Przygotowywano się do tego z nadzieją, że koszmar okupacji i gorycz klęski wrześniowej szybko ustąpią zwycięstwu.

 


Grupa OSP, stoją od lewej: Józef Mazurowski "Lechita", Ignacy Matusiak "Kruk", siedzą: Bronisław Przybylski "Bronek",
Walenty Prajs "Wicher", Feliks Adamski "Żuk", Jan Matusiak "Znachor". Fot. z lat 60-tych XXw.

 

Niestety, gdy 21 czerwca 1940 roku skapitulowała Francja stało się jasne, że wojna może potrwać co najmniej kilka lat. Upojeni zwycięstwem Niemcy szybko zaczęli wcielać w życie swoje rasistowskie plany. Polacy i Żydzi stali się we własnym kraju ludnością drugiej kategorii, której przestały przysługiwać nawet minimalne prawa obywatelskie. Staliśmy się ledwo tolerowaną ludnością roboczą – „knechtami” czyli parobkami dla Niemców. Przypomniał o tym dobitnie namiestnik Kraju Warty Artur Greiser w przemówieniu, które wygłosił podczas swojego pobytu w Zduńskiej Woli.

 


Fotokopia zrzutowiska – miejsca przewidzianego do dokonania zrzutu zaopatrzenia AK przez aliantów.

 

Dla Polaków jasnym stało się, że najważniejszym odtąd zadaniem będzie stworzenie zorganizowanego Ruchu Oporu. Już w pierwszych tygodniach wojny zaczęły powstawać samorzutnie pierwsze organizacje konspiracyjne.

 


Franciszek Kolbe ps. „Mrówka”,
Grupa Charytatywna później ZWZ AK

Jan quot;Kruk" członek Legi
Narodowej, organizator akcji N

Józef Płociński – zdjęcie powojenne

 

Jeszcze we wrześniu 1939 roku powstała z inicjatywy zduńskowolskiej pielęgniarki Marii Petrykowskiej Grupa Charytatywna, której zadaniem było niesienie pomocy rannym żołnierzom Wojska Polskiego, zagubionym uciekinierom i wszystkim tym, którzy zostali poszkodowani w czasie działań wojennych. W późniejszym czasie gdy Grupa rozrosła się do kilkudziesięcioosobowej, sprawnie działającej organizacji podjęto się znacznie trudniejszych zadań m.in. dostarczano fałszywe dokumenty, organizowano pomoc żywnościową dla miejscowego getta.

 


Kartoteka więzienna Piotra Dłubały

 

W tym samym okresie powstała w Zduńskiej Woli Organizacja Samoobrony Polski stworzona przez Józefa Płocińskiego. W październiku Alfred Jęcz zaczął tworzyć Tajną Organizację Wojskową, w Izabelowie miejscowy nauczyciel skupił wokół siebie grupę przyszłych konspiratorów, Walenty Prajs za namową swojego kuzyna Jana Libsza rozpoczął tworzenie Legii Narodowej.

 


kpt. Marcin Stachecki ps. „Koliba”

 

Wszystkie te organizacje stawiając sobie za cel walkę o niepodległość Polski rozpoczęły gromadzenie broni, informacji o nieprzyjacielu oraz nasłuchy radiowe i informowanie społeczeństwa o wydarzeniach na świecie. Szczególnie to ostatnie zadanie było ważne dla podtrzymania morale.

 


Ks. Jan Mado, działał w Grupie Charytatywnej

 

Na przełomie roku 1939/1940 samodzielne dotąd grupy konspiracyjne podporządkowały się utworzonej przez premiera i Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego organizacji Związek Walki Zbrojnej, która w zamyśle twórcy miała scalić społeczeństwo polskie, bez względu na wcześniejsze poglądy, w jeden silny organizm podporządkowany Rządowi Polskiemu na uchodźstwie i gotowy walczyć z niemieckim okupantem.

 


Ks. Józef Balcerczyk, współtwórca Organizacji Samoobrony Polski

 

ZWZ bardzo szybko przejęła kierownictwo walki podziemnej zarówno w obszarze w cywilnym jak i wojskowym. Przygotowując społeczeństwo do powstania powszechnego organizowano równolegle walkę bieżącą, którą prowadził Związek Odwetu. W okolicach Zduńskiej Woli najsilniej działał on w Karsznicach gdzie dokonywano sabotażu kolejowego. Było to trudne i odpowiedzialne zadanie, bowiem straty zadane okupantowi poprzez niszczenie maszyn i urządzeń kolejowych były równie ważne jak walka frontowa.

 


Maria Petrykowska-Skowrońska, członkini Grupy Charytatywnej później ZWZ-AK

 

Samodzielna Placówka Kolejowa dowodzona była do kwietnia 1943 przez Władysława Cegielskiego „Zawilca”. Scalone i uporządkowane miejscowe podziemie włączone zostało w struktury Okręgu Łódzkiego, Obwodu Sieradzkiego jako Rejon nr I, którego komendantem został starszy sierżant służby stałej Jan Strzelecki pseudonim „Sokół”. Komendantami miasta Zduńska Wola byli kolejno: ppor. Bronisław Jarzębiak „Grom”, Kazimierz Sztolc „Zew” oraz Alfred Jęcz „Mohort.

 


Od lewej Władysław Felkel II Komendant Dzielnicy Północnej; Alfred Jencz III Komendant Miasta Zduńska Wola;
Feliks Adamski członek Związku Odwetu; Jan Wróblewski d-ca grupy uderzeniowej, szef łączności.

 

 


Piotr Dłubała ps. "Nóż", szef Związku Odwetu AK w Zduńskiej Woli

 

14 lutego 1942 roku chcąc uporządkować sprawy konspiracji w okupowanej Polsce a także przygotować do nadchodzącej otwartej walki gen. Władysław Sikorski powołał w miejsce Związku Walki Zbrojnej Armię Krajową. Posunięcie to spotkało się z dużym uznaniem, bowiem świadczyło o tym, że organizacja i wyszkolenie bojowe członków Związku Wali Zbrojnej dorównuje wyszkoleniu regularnych żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

 


Plan sytuacyjny wykonany przez zduńskowolskąą
komórkę wywiadu AK

Przysięga SA, Rynek, 1942 rok
  

 


Ppor. Czesław Dłubała Rozłuski, brat Piotra,
zastępca kpt. Marcina Stacheckiego

Sierżant Walenty Prajs członek Legi narodowej
później w AK

 

Struktury AK w Zduńskiej Woli i okolicach przetrwały do stycznia 1945zapisując się pięknie na kartach historii. Wiele osób swoją pełną poświęcenia działalność okupiło śmiercią, wielu trafiło do obozów koncentracyjnych. Również po wojnie za przynależność do Armii Krajowej można było trafić do więzienia. Dlatego też wielu przez długie lata nie przyznawało się szerzej do swojej wojennej działalności, o której często wiedzieli tylko najbliżsi.

 


ul. Pomorska 4, na I piętrze mieściło się jedno z mieszkań konspiracyjnych kpt. Stacheckiego.

Tekst: Tomasz Polkowski