Bertold Herman

Herman Robert Bertold (ur. 6 marca 1885, zm. 16 grudnia 1961) - malarz prymitywista. Urodzony w Zduńskiej Woli, wyznania ewangelicko-augsburskiego nazywany zduńskowolskim Nikiforem. Określano go jako człowieka bez zawodu, umysłowo chorego, będącego na utrzymaniu w Domu Starców Ewangelickiego Towarzystwa Dobroczynności. Był synem Juliusza i Luizy Emilii z domu Kunkel.

Urodzony w Zduńskiej Woli Herman Bertold i Nikifor Krynicki urodzony w Krynicy, postać znana doskonale od 7 lat ze wspaniałej roli Krystyny Feldman w filmie "Mój Nikifor", mają wiele wspólnego. Feldmanowa wcieliła się w rolę żyjącego samotnie i w nędzy przez większość życia malarza.

Nikifor Krynicki uważany był za upośledzonego psychicznie kalekę. Mówił ponoć bełkotliwie i niewyraźnie. Był pochłonięty pasją malarską. Dopiero pod koniec życia został doceniony i uznany na całym świecie za jednego z najwybitniejszych prymitywistów. Takiego szczęścia nie miał w końcówce życia Herman Bertold nazywany zduńskowolskim Nikiforem. Był niemal rówieśnikiem Krynickiego. Zaledwie o 10 lat starszy. Urodził się, jak dociekł Jerzy Chrzanowski, dyrektor Muzuem Historii Miasta Zduńska Wola, według jednego źródła 5, a według innego 6 marca 1885 r. Krynicki urodził się 21 maja 1895 r.

 

 

- Zduńskowolanin był na pewno wyznania ewangelicko-augsburskiego. W wieku 45 lat w dokumentach urzędowych określano go jako człowieka bez zawodu, umysłowo chorego, będącego na utrzymaniu w Domu Starców Ewangelickiego Towarzystwa Dobroczynności. Był synem Juliusza i Luizy Emilii z domu Kunkel. Herman miał na pewno siostrę Marię Zofię, urodzoną również w naszym mieście 15 sierpnia 1882 r., która w 1943 r. mieszkała w Szamocinie przy ulicy Ratuszowej 6. Po wojnie mieszkała pod tym samym adresem co brat. Przyjechała z miejscowości Chruścin w powiecie wieluńskim. Nie wyszła za mąż. Czy Herman miał jeszcze inne rodzeństwo? Tego do dziś nie udało mi się ustalić - opowiada dyrektor Chrzanowski.

Dodaje, że dzięki życzliwości odwiedzających muzeum powiększa się gromadzona w placówce kolekcja obrazów "zduńskowolskiego Nikifora" - Hermana Bertolda. Wśród nich jest kolejny niewielkich rozmiarów obraz tego malarza.

- To kolorowy malunek na kartoniku pakowym. Pejzaż z drzewami, w tonacji zielono-błękitnej, dopełniony szarością i czernią, czyli w kolorystyce charakterystycznej dla tego twórcy. Podarowała go muzeum Urszula Bednarek, córka Heleny z Bieleckich Wróblewskiej. Obrazek ten otrzymała z kolei Józefa Władysława Welguś z domu Czarnecka podczas jednego ze spotkań z autorem w miejscowym PSS-ie. Przekazała go koleżance, z którą pracowała. Pani Urszula zapamiętała Hermana Bertolda chodzącego w długim, burozielonym płaszczu i ciemnym kapeluszu. Nam wyznała, że strój jego podobny był do jego obrazów - uzupełnia wiedzę o H. Bertoldzie dyrektor muzeum.

Dyrektor nie kryje, że z pomocą zduńskowolan udało się również ustalić szczegóły dotyczące życia zduńskowolskiego malarza-prymitywisty. Dziś wiemy już, że miał dwa imiona: Herman Robert. Zduńskowolski Nikifor mieszkał w Zduńskiej Woli od 1922 r. do grudnia 1935 r. w domu przy ul. Piłsudskiego (obecnej Łaskiej) 43 m. 3, po czym wyprowadził się na ul. Kościelną 37 m. 3. Po wojnie mieszkał w tym samym miejscu. Dom zmienił numerację na 38, a mieszkanie nosiło nr 5. Prawdopodobnie mieszkał tu do śmierci, którą zgłosiła w Urzędzie Stanu Cywilnego Lidia Albrecht. Kim ona była dla Hermana? Nie wiadomo... Zmarł 16 grudnia 1961 r. Został pochowany prawdopodobnie przy głównej alei z prawej strony, wchodząc od ulicy Łaskiej na części ewangelickej zduńskowolskiego cmentarza. Gdzie dokładnie jednak spoczęły jego prochy?

Słynny Nikifor Krynicki przeżył zduńskowolanina o 7 lat. Zmarł w 1968 roku. To co łączyło tych dwóch malarzy-prymistywistów? Na pewno bieda, choroby i brak zainteresowania za życia ich obrazami... Obaj nie znajdywali nabywców i zrozumienia dla swej sztuki. Byli traktowani jak trędowaci. A teraz...? Współcześni marzą o pracach Krynickiego. Wcale nie gorszej jakości są zachowane nieliczne obrazy Hermana Bertolda.

- To specyficzny czas. Niestety, nawet mając w pamięci dorobek Bertolda nie znamy miejsca, gdzie można by zapalić znicz. Być może jeszcze ktoś pamięta, w którym miejscu został pochowany? Grób dziś już nie istnieje. Mam nadzieję, że są jeszcze osoby, które pamiętają tego dziwaka z długą brodą i włosami, chodzącego po mieście w długim płaszczu oraz zmiętym kapeluszu i trzymającego pod pachą tekę ze swoimi rysunkami. Wiemy bowiem, że poza obrazami wykonywał też kartonowe zabawki dla dzieci i pajacyki na sznurku. Czy zachowały się gdzieś jeszcze takie zabawki? - pyta dyrektor Chrzanowski. Liczy, że być może ktoś posiada fotografię tego człowieka uważanego za symbol i prekursora amatorskiej twórczości artystycznej w Zduńskiej Woli.

- A może gdzieś zachowały się jeszcze jego prace. Choć mają niewielką wartość materialną, to ze względu na walory historyczne oraz szacunek dla zduńskowolskiego Nikifora, warto nadal gromadzić je w kolekcję - apeluje muzealnik.

Ewa Dobrowolska