Szczepaniak Czesław Mirosław

Czesław Mirosław Szczepaniak (ur. 23.06.1954 w Grójcu) poeta, prozaik i felietonista. Absolwent zduńskowolskiego "elektronika". Urodził się w Grójcu, w tzw. okolicach Kwitnącej Jabłoni. Pochodzi ze wsi Kopana pod Tarczynem k. Warszawy. Dzieciństwo spędził w szpitalach i sanatoriach (Warszawa, Zagórze k. Warszawy, Wleń k. Lwówka Śląskiego, Jastrzębie-Zdrój, Busko-Zdrój). W Białych ścianach chodził do szkoły podstawowej, w przerwach uczęszczał do Szkoły Podstawowej im. Anieli i Wojciecha Małżonków Górskich w Pamiątce k. Tarczyna.

 

 

Młodość przeżywał w internacie (Zasadnicza Szkoła Zawodowa Nr 2 w Zduńskiej Woli), na stancji (Łódź-Bałuty), w czasie nauki w IX Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących w Łodzi, mieszkał w bursie (Łódź-Bałuty). Podczas dziennych studiów zamieszkał w akademiku (Warszawa Ochota i Jelonki).

Jest absolwentem Wyższej Szkoły Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie (1980). Po studiach pracował jako instruktor PP „Dom Książki" (3 październik 1980-25 maj 1982 rok), a następnie na stanowisku dziennikarz w Młodzieżowa Agencja Wydawnicza RSW „Książka-Prasa-Ruch" (25 maja 1982 rok 31 maja 1988 rok). Od 5 grudnia 1995 roku do 1 września 2014 roku był urzędnikiem w Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych na stanowisku główny specjalista. Od 1 września 2014 roku jest na rencie.

Debiutował wierszami w dwutygodniku adresowanym do studentów Akademii Medycznej, „Nowy Medyk" (1973). W 1977 roku wydał w Wydawnictwie Iskry debiutancki tomik pt. Mieliśmy Białe ściany. Wydał 154 książki, w tym 143 nakładem własnym. Jego teksty ukazały się w 30 almanachach/antologiach. Poza tym był 109 razy laureatem konkursów literacko-dziennikarskich. Publikował w ponad 150 tytułach prasowych. Uprawia małe formy literacko-dziennikarskie. W 2016 roku Czesław Mirosław Szczepaniak otrzymał tytuł Honorowy Obywatel Miasta Tarczyna.

 


Fot. Michał Fluder. U Andrzeja Góreckiego, 1988 rok

 


 

Czesław Mirosław Szczepaniak: Oświadczyny wierszem

Z Graszką jesteśmy razem ponad 30 lat. Z poetycka rzecz biorąc, to jest jedna połówka jabłka. Ponieważ jabłko najlepiej się czuje w całości, więc trzymamy się blisko mądrości jabłoni, która mówi, że najczulsze gniazdo jest w nasieniu jabłka, bo w nim jabłoń drzemie.

Poznaliśmy się podczas studiów dziennych w Wyższej Szkole Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie. Byliśmy na jednym roku, choć na dwóch różnych kierunkach.

Kiedy ją pierwszy raz zobaczyłem, to był jakiś błysk. Pamiętam, że w kąciku holu wróżyła z kart. Wokół niej krążyło sporo studentek, które tak bardzo chciały wiedzieć, jaka czeka ich przyszłość. W końcu nabrałem też apetytu, żeby pójść do naszej uczelnianej wróżki. Już otwierałem dłoń, żeby popatrzyła na moje linie życia, a Graszka powiedziała, że mi nie powróży, bo ... Urwała się rozmowa, jak nić z kłębka. Nie wiedziałem, co o tym sobie myśleć.

Zupełnie przypadkowo, w czasie przerwy między wykładami, spotkałem ją, jak poszukiwała zagubionego łańcuszka z zielonym serduszkiem. Szukała i nie śpiewała: Święty Antoni, Święty Antoni, serce zgubiłam pod miedzą . Próbowałem pomóc jej znaleźć to serduszko. Nie udało się, niestety.

Ni stąd ni zowąd, los nas połączył jako parę studencką. Nieraz Graszkę wyrywałem z zajęć, żebyśmy mogli się bardziej sobą oswoić i zachwycić. Siedzieliśmy w czytelniach nad zwałką książek. Robiliśmy notatki. Przesiadywaliśmy w studenckiej kawiarence. Czasami dyskretnie przytulaliśmy się jak para nieopierzonych ptaków. Graszka też lubiła różne robótki na drutach. Ciągle robiła mi na drutach sweter, który pruła, bo nie była zadowolona. Patrzyłem na nią z podziwem i zachwytem. Nawet pisałem o tym wiersze, bo w młodości nachodzą człowieka chwile liryczne i tak bardzo chce ocalić wspomnienia. Dzisiaj się do tych liryków uśmiecham, bo to takie nieudolne, jak np. Ballada miłosna:

Na stole leżą Twoje druty
W koszyczku kłębek wełny
Jak wrócisz zaczniesz robić
Prostym ściegiem nowy sweter
A ja będę Ci przeszkadzał
Żeby usłyszeć jak mówisz:
Ale niepoprawne z ciebie dziecko
Zaczniesz owijać moją głowę
Pocałunek podzielisz na dwoje
Pozwolisz wtulić się do Twojego
Gniazda blisko granicy ciała
Jednym tchem wyszeptam:
Niepotrzebny mi sweter
Już jest mi cieplutko

W czasie studiów wzięliśmy ślub. Urodził się nam syn Paweł Piotr. Pomieszkiwaliśmy kątem u teściów. Na Ursynowie jesteśmy na stałe zameldowani od 3 marca 1981 roku. Mieszkamy w betonowym bloku nicowanym szkłem, na posiadłościach Juliana Ursyna Niemcewicza, tzn. Na Skraju Ursynowa. I tak to się wszystko zaczęło i trwa, i trwa w najlepsze.
W przypływie dobrego humoru nieraz sobie podśpiewuję pieśń z Podhala:

Z góry jedź, z góry jedź,
na dolinie hamuj.
Ładną mas dziewcyne,
sanujze ją, sanuj.

Wspólnie też się starzejemy i łapiemy się na tym, że nie wstydzimy się wspomnień. Kiedy słyszę, jak moja żona wzdycha przed lustrem, że pojawiły się nitki siwych włosów, to staram się ją pocieszać wierszem:

Rozrzuciłaś na poduszkę włosy
W kopercie kołdry suszą się kłopoty
Nie bój się luster i żurnali mód
Ja kocham Twój posiwiały warkoczyk
(Zapisek z babią nitką)

Czesław Mirosław Szczepaniak